Ostrzeżenie z Wall Street: Zanim nadejdzie rajd na koniec roku, akcje mogą zaliczyć spadki

(fot. Shutterstock)

Ostrzeżenie z Wall Street: Zanim nadejdzie rajd na koniec roku, akcje mogą zaliczyć spadki

Tęgie umysły rynków finansowych zastanawiały się w tym tygodniu m.in. nad tym, czy akcje są w stanie oprzeć się presji wynikającej z rosnących rentowności obligacji, które właśnie osiągnęły najwyższe poziomy od dwóch dekad.

Jamie Dimon: Wydatki hiperskalerów mogą napędzić inflację

Wydatki kapitałowe największych firm technologicznych nie wykazują żadnych oznak spowolnienia, a w przyszłym roku inwestycje w ekosystemie tzw. hiperskalerów, czyli największych dostawców usług chmurowych, powinny sięgnąć 1 bln dolarów – szacuje Jamie Dimon, prezes JPMorgan.

Wydatki w całym tym sektorze wzrosły ponad dwukrotnie – z około 300 mld dolarów w ubiegłym roku do około 700 mld dolarów obecnie. Według Dimona ten skok napędza wzrost gospodarczy, ale może również przyczynić się do wzrostu inflacji.

– To tak, jakbyśmy mieli wzrost PKB o 1% rocznie – powiedział Jamie Dimon w rozmowie z CNBC, ostrzegając, że wydatki te mogą nieco podbić inflację, ponieważ firmy zatrudniają pracowników, budują fabryki i elektrownie, a także kupują sprzęt oraz materiały.

– W dłuższej perspektywie sztuczna inteligencja może mieć efekt deflacyjny – dodał Dimon.

Szef JPMorgan nazwał AI niesamowitą technologią, której szybka ekspansja najprawdopodobniej będzie kontynuowana. Jego zdaniem jest jednak jeszcze za wcześnie, by zgadywać, kto zostanie zwycięzcą wyścigu w dobie boomu na sztuczną inteligencję. Jako przykład tego, jak może potoczyć się rozwój tej branży, podał bańkę internetową z przełomu wieków: w tamtym czasie wiele znanych firm upadło, podczas gdy te wcześniej niemal nieznane urosły do rangi rynkowych gigantów.

JPMorgan: Akcje powinny wytrzymać presję

Pod koniec tygodnia rentowności amerykańskich obligacji skarbowych, zwłaszcza tych o najdłuższym terminie zapadalności, osiągnęły najwyższe poziomy od dwóch dekad. Rentowność 10-letnich papierów przekroczyła 5,1 proc. To jeden z najważniejszych wskaźników, mający wpływ nie tylko na oprocentowanie kredytów hipotecznych czy koszty finansowania przedsiębiorstw, ale także na wycenę ryzykownych klas aktywów.

Światowe akcje powinny jednak przetrwać ten skok rentowności – uważają stratedzy banku JPMorgan. Swój optymizm opierają na zdrowych marżach zysku przedsiębiorstw oraz niskim poziomie zadłużenia biznesu.

Analitycy banku twierdzą, że obecna sytuacja na rynkach to raczej próba przyswojenia przez inwestorów „szoku związanego z cenami ropy i stopami procentowymi” niż dostosowywanie wycen do potencjalnego spadku zysków firm.

Choć w najbliższym czasie na giełdach może utrzymać się podwyższona zmienność – ze względu na tradycyjnie słaby dla rynków wrzesień oraz kwestie geopolityczne – JPMorgan spodziewa się, że w październiku notowania znów w większym stopniu zaczną odzwierciedlać fundamenty.

Obecnie marże zysku przedsiębiorstw są ogólnie bardzo zdrowe i przekraczają długoterminowe średnie w USA, Europie i Japonii. Stratedzy JPMorgan prognozują, że większość firm w tych regionach może w tym roku osiągnąć rekordowy zarobek. Historycznie rzecz biorąc, rentowność przedsiębiorstw osiąga swój szczyt na długo przed załamaniem gospodarczym – średnio wyprzedzając je o 8 do 9 kwartałów.

Ponadto zyskowność poprawiają również firmy spoza sektora technologicznego. Stosunek zadłużenia do kapitału własnego przedsiębiorstw jest obecnie o 20-40 proc. niższy od historycznych średnich, a okres zapadalności długu korporacyjnego wynosi około 5-6 lat. Według strategów oznacza to, że w najbliższym czasie spółki są mniej narażone na bezpośrednie skutki rosnących stóp procentowych.

Morgan Stanley: Indeks S&P 500 może wkrótce spaść o 7 procent

Nawet jeśli rosnące rentowności obligacji nie zaszkodzą kondycji firm, mogą przynajmniej wywołać korektę na rynku akcji – uważają z kolei specjaliści z Morgan Stanley.

Dalszy wzrost cen energii i rentowności papierów dłużnych stwarza zagrożenie dla amerykańskich giełd, co w najbliższym czasie może doprowadzić do spadku indeksu S&P 500 o nawet 7 proc. – ostrzega Michael Wilson, strateg Morgan Stanley, którego prognozy są bacznie obserwowane na Wall Street.

– Jeśli w najbliższym czasie korekta wycen akcji nasili się z powodu utrzymującego się zacieśniania warunków finansowych lub znaczącego skoku cen energii, uważamy, że S&P 500 mógłby spaść do poziomu 7100 punktów, zanim pod koniec roku powróci do trendu wzrostowego – stwierdził w tym tygodniu Michael Wilson w analizie dla klientów, cytowanej przez Bloomberga.

W obliczu zbliżających się listopadowych wyborów połówkowych w USA strateg przewiduje rosnącą zmienność na rynkach. Ostatecznie jednak solidne perspektywy zysków spółek powinny napędzić rajd pod koniec roku, który ma szansę wywindować indeks S&P 500 do docelowego poziomu 8000 punktów. Oznaczałoby to niemal 4-procentowy wzrost w stosunku do obecnych notowań.

Michael Burry: Boom na AI i półprzewodniki może nie być trwały

Michael Burry, znany z gry przeciwko rynkowi bohater filmu „The Big Short”, zwiększa zakłady przeciwko akcjom z sektora półprzewodników. Inwestor, który niegdyś dorobił się fortuny na kryzysie kredytów hipotecznych, ujawnił w tym tygodniu, że powiększył krótkie pozycje na akcjach firm Micron, Nebius Group i Palantir Technologies. Zwiększył także zaangażowanie w zakład przeciwko funduszowi ETF iShares Semiconductor.

Swoje przekonanie o nadchodzących spadkach cen tych akcji uzasadnia wątpliwościami co do trwałości boomu w branży półprzewodników i sztucznej inteligencji.

Główny argument Burry’ego dotyczy podaży układów pamięci. Inwestor jest przekonany, że rosnąca produkcja chipów może ostatecznie wywrzeć presję na ceny pamięci. Ma to istotne znaczenie dla firmy Micron, która korzystała dotąd z silnego popytu na układy pamięci wykorzystywane w infrastrukturze sztucznej inteligencji.

Burry skrytykował również indeks Nasdaq-100, oceniając go jako historycznie przewartościowany i nadmiernie skoncentrowany.

Z kolei w zeszłym tygodniu, w innym wpisie na platformie Substack inwestor ostrzegł, że hiperskalerzy zgromadzili już około 3 bln dolarów zobowiązań finansowych związanych ze swoimi inwestycjami technologicznymi, które nie są poprawnie odzwierciedlane w bilansach tych spółek.

Raphael Lamm: Spadek cen złota ma charakter przejściowy

Niedawna zniżka cen złota to zjawisko tymczasowe, ponieważ długoterminowe fundamenty sprzyjające temu kruszcowi pozostają w mocy – uważa Raphael Lamm, zarządzający funduszem hedgingowym. Należący do niego L1 Long Short Fund od momentu powstania w 2014 roku generuje średnią roczną stopę zwrotu na poziomie 20,7 proc., a dedykowany rynkowi metali szlachetnych L1 Gold Fund od debiutu w ubiegłym roku wypracował już 235 proc. zysku.

Lamm ocenia, że w średnim i długim terminie cenę złota wspierać będą „brak stabilności finansów publicznych na głównych rynkach” – zwłaszcza w USA, gdzie zadłużenie przekroczyło 40 bilionów dolarów – oraz utrzymujące się zakupy tego kruszcu przez banki centralne.

Zarządzający przyznaje jednak, że w krótkim terminie notowaniami złota mocniej zachwieją wojna między USA a Iranem, realne stopy procentowe oraz dane o inflacji.

– Choć od wybuchu wojny z Iranem rynki złota i same ceny kruszcu zmagają się z pewnymi przeciwnościami, uważamy, że mają one charakter przejściowy – powiedział Raphael Lamm. – Większość głównych czynników determinujących popyt na złoto utrzyma się lub wręcz przybierze na sile w perspektywie średnioterminowej.

Jego fundusz, oparty na strategii long-short (obstawiający zarówno wzrosty, jak i spadki cen kruszcu oraz akcji spółek wydobywczych), wykorzystał niedawne osłabienie na rynku do dokupienia akcji kopalni złota, licząc na rychłe odbicie.

Od rekordowych szczytów z początku roku cena złota spadła o prawie jedną piątą. Zbiegło się to w czasie ze wzrostem cen ropy naftowej oraz rentowności obligacji – czynników negatywnie wpływających na złoto jako rodzaj aktywów niegenerujących dochodu.

– Kiedy cena złota zeszła poniżej 4000 dolarów, zaczęliśmy dość agresywnie powiększać nasze długie pozycje, a obecnie po prostu utrzymujemy je na wybranym poziomie – przyznał Lamm, dodając, że fundusz rozważy ich redukcję dopiero wtedy, gdy spełnią się jego prognozy dotyczące rajdu cenowego.

Lombard Odier: Obligacje są tanie, a akcje stosunkowo drogie

Szwajcarska firma zarządzająca inwestycjami Lombard Odier Investment Management po raz pierwszy od pięciu lat z optymizmem patrzy na amerykańskie obligacje skarbowe, których rentowności – po ostatnim wystrzale – stały się bardzo atrakcyjne w relacji do giełdowych akcji.

Jak uważają analitycy Lombard Odier, amerykańskie papiery dłużne jawią się obecnie jako niezwykle kuszące, ponieważ ich rentowność zrównała się z rentownością zysków z akcji (odwrotność wskaźnika C/Z).

– Znajdujemy się w punkcie, w którym obligacje są tanie, a akcje stosunkowo drogie. Zazwyczaj prowadzi to po prostu do rynkowego powrotu do średnich – stwierdził w rozmowie z Bloombergiem Florian Ielpo, szef działu badań rynkowych w Lombard Odier.

Ekspert przewiduje, że rentowności obligacji ustabilizują się, gdy tylko opadną napięcia geopolityczne na Bliskim Wschodzie, a gigantyczny apetyt firm technologicznych na zaciąganie pożyczek ulegnie ostudzeniu.

Specjaliści z Lombard Odier prognozują również, że amerykański Fed podniesie stopy procentowe jeszcze jeden raz, działając całkowicie wbrew rynkowym oczekiwaniom, które zakładają aż trzy podwyżki w przyszłym roku.

Przeczytaj też

Komentarze