Wystrzał i rekord notowań palladu

(fot. FORUM)

Wystrzał i rekord notowań palladu

Kurs palladu nie przestaje zadziwiać. „Najgorętszy” metal 2019 roku zaliczył w środę 5-procentowy wystrzał w górę, który wyniósł ceny palladu do najwyższego poziomu w historii. Ale prawdziwe szaleństwo ma miejsce na rynku rodu.

To, co od ponad roku dzieje się na rynku palladu, trudno ogarnąć umysłem. Przez poprzednie 12 miesięcy cena tego rzadkiego metalu wzrosła o 67%. Licząc od sierpnia 2018 roku pallad podrożał o 169%. A przez ostatnie cztery lata jego cena zwiększyła się przeszło 5-krotnie!

Wydawało się, że po szalonym rajdzie z zeszłej jesieni kurs palladu raczy się skorygować lub choćby trochę odpocząć. Ale nic z tych rzeczy! Od Wigilii mamy hossę pełną gębą, ze wzrostem cen o 32%. Tak, 32% w niespełna miesiąc. W piątek obserwowaliśmy ostatni (?) akord tej zwyżki, ze wzrostem o 5,5% wciągu jednej sesji. Kurs najpopularniejszej serii kontraktów terminowych na pallad osiągnął absolutny szczyt na poziomie 2361,80 USD za uncję.

(Bankier.pl)

Po stronie fundamentalnej cały czas w grze pozostaje narracja o niedoborze palladu na rynku spowodowana nagłą zmianą preferencji europejskich biurokratów. Zaczęło się od rozdmuchania pseudoafery dieslowskiej, która skutkowała urzędniczo-polityczną nagonką na auta osobowe napędzane silnikiem wysokoprężnym. W rezultacie w Europie spadł popyt na „diesle”, a wzrosło zapotrzebowanie na auta napędzane silnikiem benzynowym (lub benzynowo-elektrycznym). Dodatkowo popyt na pallad podbijają bardziej restrykcyjne normy emisji spalin, jakie niedawno zaczęły obowiązywać w Chinach.

A to właśnie pallad koniecznym elementem współczesnych katalizatorów spalin w samochodach benzynowych. Natomiast w „ropniakach” wykorzystuje się głównie platynę. W przypadku obu metali branża motoryzacyjna odpowiada za przeszło 80% zapotrzebowania. Zatem przełączenie europejskiej motoryzacji z „diesli” na benzyniaki poskutkowało spadkiem zapotrzebowania na platynę i wzrostem popytu na pallad. Równocześnie dostawy obu metali są zasadniczo niewielkie i raczej stałe w czasie. Nie da się szybko zbudować nowej kopalni i zwiększyć podaży.

Jeśli jednak sytuację na rynku palladu nazywamy szaloną, to brakuje już słów, by określić to, co dzieje się na rynku rodu. 22 stycznia za uncję tego metalu płacono 9 975 USD wobec 6040 USD/oz. na początku roku! To wzrost o 65% w zaledwie trzy tygodnie i poziom bliski rekordowi (10 050 USD/oz.) z 2008 roku. W ciągu ostatnich czterech lat ceny rodu wzrosły niemal 10-krotnie!

Także w przypadku rodu tematem przewodnim jest deficyt wynikający ze wzmożonego zapotrzebowania branży motoryzacyjnej. W przeciwieństwie do palladu nie ma giełdowych kontraktów  terminowych na rod. Jest to rynek zdominowany przez długoterminowe kontrakty zawierane bezpośrednio z producentami.

- Na rynku jest bardzo mało surowca. To jest handel na niepłynność, a nie na fundamenty…  Panuje nieustanne myślenie, że ceny pójdą w górę, więc każda oferta jest przyjmowana – powiedział agencji Reutersa jeden z londyńskich traderów.  To o tyle interesujące, że według danych firmy Johnson Matthey na bardzo niewielkim (ok. 1,1 mln uncji rocznie) rynku fizycznego rodu mamy do czynienia z małą… nadwyżką.

Jednakże podobnie jak w przypadku palladu rynek spodziewa się przejścia w stan deficytu. Johann Wiebe z Refinitiv GFMS spodziewa się deficytu rzędu 100-150 tys. uncji w 2020 roku. To skutek bardziej restrykcyjnych przepisów w Chinach dotyczących emisji tlenków azotu przez auta osobowe. Zdaniem ekspertów Standard Chartered nowe przepisy wymuszają użycie o 50% więcej rodu niż dotychczas.

Inwestujący zarówno w pallad jak i rod powinni mieć na uwadze to, co stało się w roku 2008. Wówczas na skutek globalnego załamania aktywności gospodarczej cena rodu spadła z 10.000 do 1.000 USD za uncję, a uncja palladu potaniała z niemal 600 USD do zaledwie 160 USD.

Krzysztof Kolany

Przeczytaj też

Komentarze