Londyn – maklerzy, futbol i pępek świata [FotoStory]

(fot. Bankier.pl)

Londyn – maklerzy, futbol i pępek świata [FotoStory]

Londyn przez setki lat pełnił rolę finansowego centrum świata, jednak obecnie stoi u progu zmian, które mogą ostatecznie przypieczętować przygasanie jego gwiazdy. To wciąż jednak tętniąca życiem metropolia pełna ciekawych miejsc i historii. 

Stare przysłowie mówi, że podróże kształcą. My się z tym w pełni zgadzamy i swoje doświadczenia z urlopowych wyjazdów od czasu do czasu przekuwamy w teksty. Na Bankier.pl opublikowaliśmy już dwa tomy „sagi” islandzkiejekonomiczną pocztówkę ze Słowenii„epos” macedoński czy reportaż z wojaży do Japonii. Ostatnio zmieniliśmy jednak nieco formułę i postanowiliśmy mocniej postawić na zdjęcia, które czasem lepiej oddają charakter miejsca niż cały akapit tekstu. Serię rozpoczął Krzysztof Kolany zdjęciami z "krańca starego świata", teraz przyszedł czas na nieco mniej słoneczny klimat.

Londyn w 10 obrazkach

Liczący blisko 9 mln mieszkańców Londyn to jedna z największych metropolii świata. XIX-wieczna dominacja polityczna Wielkiej Brytanii sprawiła także, że miasto (całkiem zasadnie) rościło sobie prawa do miana najważniejszego miejsca na ziemii. XX wiek przyniósł jednak dwie wielkie wojny, upadek kolonializmu i przetasowania wśród światowych potęg. Londyn pozostał jednym z najważniejszych ośrodków, stracił jendak nieco na znaczeniu kosztem centrów amerykańskich i azjatyckich.

Teraz metropolia stoi na rozdrożu. Z jednej strony nad Tamizą wciąż wyrastają nowe wieżowce, a przez trading roomy banków inwestycyjnych przepływają miliardy dolarów. Z drugiej perspektywa brexitu zniechęciła część firm i instytucji do pozostania w Londynie. Szlak przetarły dwie unijne agencje: Europejski Nadzór Bankowy i Europejska Agencja Leków, które opuściły już Wielką Brytanię. Cięcia i przetasowania zapowiadają bądź wprowadziły także świadczące o obecnej potędze miasta firmy finansowe. Londyn wciąż jednak żyje. Także dyskusją na temat brexitu, która jest głównym tematem dzienników oraz licznych pikiet. Wszystko to podlane jest typowo londyńską pogodą, piłką nożną oraz pamięcią o latach, gdy nad imperium brytyjskim nie zachodziło słońce. 

#1 Modlitwa maklera

Jednym z symboli londyńskiego świata finansjery jest City, sercem City zaś Paternoster Square, czyli tłumacząc wprost: Plac „Ojcze Nasz”. City to jądro Londynu, w granicach którego kiedyś mieściło się całe miasto, okolice dzisiejszego Paternoster Square od wieków stanowiły zaś jego handlowe centrum. Niestety, okoliczna zabudowa nie przetrwała bombardowań, jakie spadły na miasto w czasie II wojny światowej. Po części poświęcono je, by bronić pobliską katedrę św. Pawła, jedno z architektonicznych arcydzieł stolicy Wielkiej Brytanii.

Paternoster Square i rzeźba pasterza prowadzącego owce. W tle budynek londyńskiej giełdy - London Stock Exchange Paternoster Square i rzeźba pasterza prowadzącego owce. W tle budynek londyńskiej giełdy - London Stock Exchange (fot. Adam Torchała / Bankier.pl)

Po wojnie zaczęto przywracać stary układ ulic, dodając jednak sporo nowej architektury. W jednym z budynków w 2004 roku swoją siedzibę znalazła London Stock Exchange, czyli jedna z najważniejszych na świecie giełd papierów wartościowych. Przy placu znajdziemy także Goldman Sachsa, niedaleko zaś Merrill Lyncha czy Nomurę, na wschód od placu zaczęły się zaś wzbijać przekraczające 150-metrów wieżowce. Choć nazwa Paternoster pochodzi od dawnej londyńskiej ulicy, to jednak połączenie giełdy i maklerów ze słowami „Ojcze nasz” i pobliską katedrą tworzy dość specyficzny klimat. Na placu znajduje się także rzeźba pasterza z owcami. Co bardziej złośliwy fan rynków kapitałowych mógłby zaryzykować stwierdzenie, że to inwestorzy indywidualni prowadzeni na strzyżenie.

#2 Pożar spod znaku szatana

II wojna światowa nie była jedynym wydarzeniem, które gwałtownie zmieniło krajobraz City. Monument, czyli najwyższa wolnostojąca kamienna kolumna na świecie, przypomina o wielkim pożarze Londynu. Liczy 62 metry i stoi 62 metry od miejsca wybuchu pożaru, który zrównał z ziemią 13200 budynków i 2/3 powierzchni miasta. Nie obyło się bez podtekstów – stało się to w 1666 roku, szybko dostrzeżono więc w całym zajściu rolę szatana. Szczególnie że w styczniu owego roku miało miejsce pełne zaćmienie słońca. 

The Monument - pomnik upamiętniający wielki pożar Londynu z 1666 roku. W tle wąskie uliczki City The Monument - pomnik upamiętniający wielki pożar Londynu z 1666 roku. W tle wąskie uliczki City (fot. Adam Torchała / Bankier.pl)

Po pożarze chciano przerobić City na nieco przyjemniejsze do życia. Planowano bulwary i aleje, przyziemia spalonych budynków jednak przetrwały i z przebudowy wyszły nici. To odbija się czkawką i dzisiejszemu Londynowi, który na ciasnotę w centrum cierpi bardziej niż choćby pełen bulwarów Paryż. Wąskie chodniki, wąskie drogi i gęsta zabudowa sprawiają, że po City nie chodzi się zbyt wygodnie. A gdy dodamy do tego jeszcze ruch lewostronny, pieszemu może się naprawdę nieźle zakręcić w głowie. Szczególnie że ten na Wyspach nie ma pierwszeństwa przy pasach (choć w ramach rekompensaty może zgodnie z prawem przejść na czerwonym świetle, o ile oczywiście nic w jego stronę nie jedzie).

#3 Mordor w dokach

Znakiem rozpoznawalnym nowoczesnego City są wieżowce, jednak to nie tam stoi najwyższy londyński drapacz chmur. The Shard (309,6 m) wybudowany został w 2012 roku po drugiej stronie Tamizy i przez siedem miesięcy dzierżył tytuł najwyższego budynku na kontynencie. Szybko został jednak zdeklasowany przez budynki z moskiewskiego City, te zaś wyprzedziła w 2017 roku petersburska Łachta, w której swoją siedzibę ma Gazprom. Shardowi pozostał tytuł najwyższego budynku w Unii Europejskiej, jednak i ten – przez brexit – może niedługo utracić.

Canary Wharf, czyli londyński mordor w dokach. Widok z Greenwich, z okolic królewskiego obserwatorium astronomicznego Canary Wharf, czyli londyński mordor w dokach. Widok z Greenwich, z okolic królewskiego obserwatorium astronomicznego (fot. Adam Torchała / Bankier.pl)

Co ciekawe także i drugi najwyższy budynek Londynu nie stoi w City. To One Canada Square w dzielnicy Canary Wharf (235 m). W 1981 roku za rządów Margaret Tatcher rozpoczęto rewitalizację terenów po dawnych dokach. Projekt centrum biznesowego rozwijał się w bólach (m.in. z powodu oddalenia od centrum miasta), wkrótce jednak obszar zarósł wieżowcami, a siedziby znalazły tutaj duże banki, agencje ratingowe, firmy doradcze oraz brytyjscy giganci medialni. W Canary znajdziemy także brytyjski KNF, czyli FSA. Canary Wharf na miano londyńskiego „mordoru” zasługuje więc zdecydowanie bardziej niż City.

#4 Węglowych wspomnień czar

Jedną z podstaw sukcesu Wielkiej Brytanii była napędzana węglem rewolucja przemysłowa. Nim zaczęto zaprzątać sobie głowę ekologią, w centrach miast bądź ich okolicach zaczęły wyrastać elektrownie węglowe. Wiele przeszło już do historii, w Londynie postanowiono jednak zadbać o węglowe dziedzictwo. Na południe od Westminsteru znajdziemy słynną m.in. z okładki albumu „Animalns” Pink Floydów elektrownię Battersea. Charakterystyczne cztery kominy wieńczą największą ceglaną budowlę świata. Choć elektrownia ostatecznie przestała pełnić swą pierwotną rolę w 1983 roku, to jednak obiekt uznano za symbol rewolucji przemysłowej. Obecnie stała się ona częścią większego deweloperskiego projektu.

Stara elektrownia, w której urządzono muzeum (Tate) oraz punkt widokowy. Po lewej stronie komin dawnej elektrowni, w środku wieżowce City, z prawej zaś Shard, czyli najwyższy budynek UE. Pomiędzy przepływa Tamiza Stara elektrownia, w której urządzono muzeum (Tate) oraz punkt widokowy. Po lewej stronie komin dawnej elektrowni, w środku wieżowce City, z prawej zaś Shard, czyli najwyższy budynek UE. Pomiędzy przepływa Tamiza (fot. Adam Torchała / Bankier.pl)

Także i City ma „swoją” starą elektrownie. To Bankside, którą w większości wygaszono w 1981 roku, jedno skrzydło jeszcze w XXI wieku używane było jednak przez EDF Energy. W 2000 roku w ściany budynku zawitało Tate Modern, czyli brytyjskie muzeum narodowe międzynarodowej sztuki nowoczesnej. Co istotne dla osób przedkładających aspekty architektoniczne ponad sztukę nowoczesną do dawnych hal można wejść całkowicie za darmo. Na dziesiątym piętrze znajduje się zaś punkt widokowy, z którego można zrobić piękne zdjęcia City. Również i on jest darmowy.

#5 Pępek świata

Krzysztof Kolany swoją relację z Portugalii zaczął od „końca świata”. Idąc podobnym tokiem myślenia, Londyn należałoby nazwać pępkiem świata. I nie chodzi wcale o miliardy funtów, którymi obraca się w City i Canary, a o położone na południowym wschodzie miasta Greenwich. To tam znajduje się obserwatorium, które od 1884 wyznaczało południk zerowy. Oznacza to, że to z tego miejsca wyliczano siatkę geograficzną oraz czas na całym świecie.

Królewskie obserwatorium Greenwich, niegdyś pępek świata Królewskie obserwatorium Greenwich, niegdyś pępek świata (fot. Adam Torchała / Bankier.pl)

Jednak podobnie jak tytuł finansowego centrum świata, tak i tytuł pępka świata dla Londynu jest również dyskusyjny. W 1984 określony przez Ministerstwo Obrony Stanów Zjednoczonych wyznaczyło nowy południk zerowy, który wkrótce został przyjęty na całym świecie i stanowi podstawę dla systemu GPS, map czy czasu UTC. Dziś słynne obserwatorium leży na półkuli zachodniej, kilkadziesiąt metrów od linii podziału. Stary południk zero nadal jest symbolicznie oznaczony na murze obserwatorium, w okolicy znajduje się zaś duży park i świetny punkt widokowy na Canary Wharf.

#6 Angielskie wyjście

Canary Wharf i Greenwich znajdują się na wschodzie Londynu, początkowo miasto wykazywało jednak większe ciągoty ku zachodowi. Jego zabezpieczenie od wschodu stanowiło nienaruszalne Tower, na zachodzie od City of London pobudowano zaś Westminster (dosłownie: zachodni klasztor), który de facto zyskał status osobnego miasta. Krajobraz Westminsteru zdominowany był przez pałac oraz opactwo. Oba budynki są obecnie symbolami Londynu, a jedną z wież wspomnianego pałacu jest słynny Big Ben. Niestety, aktualnie w rewitalizacji.

Pałac Westminsterski mieści także w swoim gmachu sale brytyjskiego parlamentu. W dobie brexitu jego okolice stanowią zaś idealne miejsce do protestów zarówno dla zwolenników, jak i przeciwników wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. Nie brakuje karykatur, transparentów i flag. Wrogiem numer jeden przeciwników brexitu jest oczywiście Boris Johnson, choć i Donald Trump zbiera solidne cięgi na transparentach.

Wśród protestujących przed Pałacem Westminsterskim najgorszą "prasę" ma premier Johnson, solidne razy zbiera jednak i Donald Trump Wśród protestujących przed Pałacem Westminsterskim najgorszą "prasę" ma premier Johnson, solidne razy zbiera jednak i Donald Trump (fot. Adam Torchała / Bankier.pl)

Brexitowa telenowela ciągnie się od czerwca 2016 roku i wcale nie jest powiedziane, że zakończy się w najbliższym czasie. Historia ta zadaje kłam staremu powiedzeniu o „angielskim wyjściu”. Słownik frazę tę definiuje jako „wymknąć się ukradkiem, nie żegnając się z nikim; wyjść tak, by nikt tego nie zauważył”. Czyli dokładnie na odwrót, niż ma to miejsce w przypadku brexitu. Pora odświeżyć nieco słowniki...

#7 Mieszkaniowy kosmos

Brexit ma i swoje zalety. To w nim upatruje się jednej z przyczyn wyhamowania wzrostu cen domów i mieszkań w Londynie. W lipcu 2019 roku płacono za nie średnio 478 tys. funtów (2,3 mln zł), czyli o 0,9 proc. mniej rok do roku. Wcześniej bańkę nakręcali m.in. inwestorzy z Chin i Rosji, swoje robiła też bardzo gołębia polityka banku Anglii. W efekcie między majem 2009 roku a sierpniem 2017 roku średnia cena mieszkań i domów w Londynie uległa podwojeniu.

Londyńskie szeregowce - dzielnica Fulham Londyńskie szeregowce - dzielnica Fulham (fot. Adam Torchała / Bankier.pl)

Do rekordu brakuje obecnie ledwie 9 tys. funtów, poziomy nadal są więc astronomiczne, ostatnie dwa lata to jednak miła odmiana i trend boczny. Miła, ponieważ skokowy wzrost cen groził drenażem mózgów i wyludnianiem się Londynu. Zdaniem ekspertów przyszłość cen w sporej mierze będzie zależała od kształtu brexitu. "No-deal" to zdaniem analityków z KPMG szansa na spadek nawet do 422 tys. funtów.

#8 Turysto, szykuj portfel

Ma to też swoje konsekwencje dla turystów. Kosmiczne ceny nieruchomości to jedno, warto jednak pamiętać, że Londyn jest jednym z najpopularniejszych kierunków turystycznych. Z danych MasterCard wynika, że w 2018 roku najchętniej odwiedzanym przez turystów miastem świata był Bangkok. Drugie zaś miejsce przypadło Londynowi, który miało odwiedzić 20,4 mln osób.

Widok na Tamizę, z lewej strony London Eye, z prawej Pałac Westminsterski z Big Benem skrytym za rusztowaniami Widok na Tamizę, z lewej strony London Eye, z prawej Pałac Westminsterski z Big Benem skrytym za rusztowaniami (fot. Adam Torchała / Bankier.pl)

Duży popyt na noclegi i wysoka cena nieruchomości sprawiają, że ceny hoteli i miejsc do spania również są kosmiczne. Nawet za łóżka w wieloosobowych koedukacyjnych pokojach trzeba często płacić powyżej 100 zł. Gdy do tego doda się fakt, że wejście na najciekawsze atrakcje to koszt około dwudziestu paru funtów za każdą, to Londyn robi się naprawdę drogim miastem do zwiedzania.

Poszukiwacze zniżek powinni zainteresować się London Passem czy Oysterem - kartami, które pozwalają nieco zaoszczędzić, szczególnie przy dłuższym pobycie. Warto także zaprzyjaźnić się z takimi sieciami jak np. Sainsbury's. Londyn jest drogi, ale w przeciwieństwie do Rejkiaviku, Kopenhagi czy Oslo ceny w sklepach są zdecydowanie bardziej akceptowalne dla osoby zakotwiczonej w polskich realiach. 

#9 Tramwajowe weto

Londyn znany jest również z pierwszego systemu metra (tzw. „tube”), którym podróżni mogli jeździć już w 1863 roku. Ja niestety się jednak trochę na tym systemie zawiodłem, ponieważ linie się korkowały, pociągi jeździły z dużymi opóźnieniami i panował ogólny galimatias. W porównaniu do Tokio czy Moskwy (również ogromne systemy) londyńskie metro w moim odczuciu wypadło naprawdę słabo. Może to wiekowość konceptu, a może po prostu trafiłem na gorszy moment.

Warto jednak wspomnieć, że Londyn był również jednym z prekursorów transportu tramwajowego. Początkowo wagoniki ciągnięte były przez konie, z czym wiązała się przykra konsekwencja – góry odchodów. W 1894 roku „Times” prognozował nawet, że w 1950 roku każda większa ulica Londynu zostanie przykryta trzema metrami końskiego łajna. Na szczęście XX wiek przyniósł elektryfikację i ów środek transportu znów święcił tryumfy. Do czasu – w 1952 roku z Londynu zniknęła ostatnia linia tramwajowa.

Londyński piętrus - jeden z symboli stolicy Wielkiej Brytanii Londyński piętrus - jeden z symboli stolicy Wielkiej Brytanii (fot. Adam Torchała / Bankier.pl)

Argumentów do tramwajowego „weta” wówczas nie brakowało. Jedni przekonywali, że londyńskie ulice są zbyt wąskie na tramwaje, choć warto pamiętać, że najbardziej ciasne dzielnice jak West End czy City od razu powiedziały „nie” elektrycznym tramwajom. Kolejny argument dotyczył rozległości Londynu, która uniemożliwiała efektywne wykorzystanie tramwajów. W pewnym sensie substytutem stało się metro, którego 55 proc. wszystkich tras wcale nie znajduje się pod ziemią, pełni więc ono i rolę kolejki miejskiej. Trzecia kwestia to lobby samochodowe. Zaraz po zawieszeniu tramwajów na londyńskie drogi wyjechały setki piętrowych Routemasterów – dieslowskich autobusów, które stały się symbolem Londynu. W latach 50. paliwo było tanie jak barszcz, nie myślano także i o ekologii. Teraz Londyn niestety mocno z tego powodu cierpi. W 2000 roku w mieście z powrotem pojawiły się nawet tramwaje, jednak jedynie na przedmieściach i bez szans na większy rozwój.

#10 Futbolowy ból głowy

Anglia to ojczyzna piłki nożnej, w samym Londynie znajduje się obecnie siedem piłkarskich stadionów z pojemnością powyżej 35 tys. widzów. Budowa najdroższego – Wembley – kosztowała 757 mln funtów. Tutejsza kultura piłkarska różni się znacząco od polskiej. Po niechlubnych latach 80., gdy Anglicy kojarzeni byli przede wszystkim z chuliganką, przyszedł raport Tylora i „ucywilizowanie” stadionów. Anglicy z rozbójników stali się przykładem udanej reformy, na angielskich stadionach brak bowiem dzisiaj klatek czy przeszukiwań na bramkach. Będąc na meczu Championship, mogłem bez problemu zbliżyć się do chorągiewki, murawa bowiem nie była w zasadzie odgrodzona od przejścia. Niestety, jest i druga strona tego medalu – na meczu Fulham zorganizowanego dopingu nie uświadczyłem, jedynie spontaniczne okrzyki i soczyste komentarze w kierunku sędziego i niektórych piłkarzy.

Elewacja stadionu Carven Cottage nawiązuje do architektury okolicy. Zdjęcie zrobione przed meczem Championship pomiędzy Fulham i Wigan Elewacja stadionu Carven Cottage nawiązuje do architektury okolicy. Zdjęcie zrobione przed meczem Championship pomiędzy Fulham i Wigan (fot. Adam Torchała / Bankier.pl)

Prawa telewizyjne sprawiły, że angielskie kluby szybko stały się jednymi z najbogatszych na świecie. Dodatkowo środki są dzielone bardziej po równo niż np. w Hiszpanii, co sprawia, że nawet dla słabszych klubów Premier League to finansowy raj. Niestety, angielskie kluby udowadniają też, że nie ma takiego budżetu, którego nie można przetracić. Wyższe wpływy windują pensje, dodatkowo perspektywa wielkich pieniędzy w Premier League (pierwszy poziom ligowy) sprawia, że kluby z Championship (drugi poziom ligowy) wydają ponad stan z nadzieją na awans. Efekt? Angielskie kluby są ogromnie zadłużone. Niektóre musiały być ratowane przez kibiców, którzy organizowali się w tzw. trusty i przejmowały władzę w klubach.

Fulham, które odwiedziłem podczas pobytu w Anglii, nie jest wyjątkiem. W poprzednim roku strata klubu wzrosła z 21,3 mln funtów do 45,2 mln funtów. Przychody w tym czasie wzrosły zaś jedynie z 34,9 mln funtów do 38,3 mln funtów. Krótko mówiąc: finansowa katastrofa. By nie było jednak tak ponuro, warto dodać, że klub stara się szukać wpływów w niekonwencjonalny sposób. Przykładem może być reklama na dachu stadionu. Kibice jej nie widzą, wystarczy jednak włączyć mapy Google’a, by patrząc na stadion, zobaczyć nazwę jednej z firm foreksowych. Sam stadion zresztą bardzo przyjemniej nawiązuje do okolicznej szeregowej zabudowy, z której słynie Wielka Brytania, a także sama dzielnica Fulham - niskich szeregowców ciągnących się wzdłuż ulicy.

Adam Torchała

Przeczytaj też

Komentarze