Idea Bank: Obligatariusze GetBacku nie ponieśli jeszcze szkody

(fot. Idea Bank)

Idea Bank: Obligatariusze GetBacku nie ponieśli jeszcze szkody

Idea Bank w odpowiedziach na reklamacje ujawnia swoją linię obrony w sprawie GetBack. Zdaniem banku klienci nie ponieśli jeszcze szkody. Dodatkowo Idea żąda twardych dowodów w sprawie winy sprzedawców.

- W związku z tym, że wobec emitenta obligacji, tj. GetBack, zostało otwarte postępowanie restrukturyzacyjne, na obecnym etapie nie jest możliwe określenie, czy po Pani stronie powstała szkoda, ani jaki jest jej rozmiar - możemy przeczytać w odpowiedzi na reklamację, którą otrzymała jedna z klientek Idea Banku zrzeszona w facebookowej grupie poszkodowanych obligatariuszy.

Idea Bank ma także drugą linię obrony. Dotyczy ona dowodów dotyczących winy banku. - W reklamacji podnosi Pani, że obligacje spółki GetBack nabyła Pani w skutek zapewnień doradcy, co do bezpieczeństwa inwestycji i pewności zysku. Po dokonaniu czynności sprawdzających w Banku, Bank dotychczas nie znalazł podstaw, by uznać ten zarzut za udowodniony - czytamy w tej samej reklamacji.

Bank podkreśla, że jego rolą było tylko przekazanie informacji o możliwości nabycia obligacji GetBack. - W przypadku zainteresowania klienta przekazywany był kontakt do Polskiego Domu Maklerskiego. Dalszy proces związany z nabyciem i obsługą obligacji, w tym udostępnienie pełnej dokumentacji dotyczącej emisji obligacji, znajdował się po stronie PDM - informuje klientkę bank.

Pewne jest jedno: warto nagrywać

Wygląda więc na to, że Idea Bank będzie mocno bronił się przed klientami, którzy czują się oszukani poprzez sprzedanie im obligacji GetBacku. Przypomnijmy, z relacji zgłaszających się do nas klientów Idea Banku oraz należącego do niego Lion's Banku wynikało, że sprzedawcy sami sugerowali im inwestycję w obligacje GetBacku, zapewniając, że inwestycja jest w pełni bezpieczna.

Oczywiście należy pamiętać o indywidualnej odpowiedzialności klientów za swoje pieniądze i ich naiwności w kontakcie z "doradcami" (o czym pisaliśmy tutaj), z opowieści wyłania się jednak również brak etyki po stronie przedstawicieli Idea Banku. Jeżeli bowiem klientów rzeczywiście informowano, że obligacje korporacyjne są w pełni bezpieczne, byłoby to jawne kłamstwo. Problem, że trzeba byłoby je udowodnić. Wielu klientów nie ma zaś żadnych materiałów, bank może więc zbyć ich reklamacje właśnie odpowiedzią o "niemożności uznania zarzutu za udowodniony". Warto wyciągnąć naukę z tego przypadku i nagrywać każdą rozmowę, w której ktoś przekonuje nas do zainwestowania w coś. Choć dla bezpieczeństwa własnego portfela najlepiej byłoby w ogóle omijać takie osoby, szczególnie jeżeli nie czujemy się mocni w kwestiach finansowych.

Szkoda już powstała

Pierwszym znakiem ostrzegawczym powinna być natrętność, która w tej sprawie może zresztą sugerować, komu najbardziej należało na sprzedaży obligacji GetBacku. Z relacji klientów Idea Banku wynika, że doradcy sami się z nimi kontaktowali i sugerowali przelanie pieniędzy z lokat na obligacje GetBacku. Jeżeli tak rzeczywiście było, cały proces "urabiania" klienta przebiegał już na etapie "doradcy", podpisanie dokumentów z PDM było zaś formalnością. Oczywiście wszystko to są relacje klientów, dla których bank nie znalazł u siebie potwierdzenia. Wracamy więc do poruszonej już kwestii dowodów.

Część klientów dowody jednak posiada. Są to np. maile zachęcające do zakupu obligacji. Wydaje się, że jest to powód, dla którego Idea Bank zaznaczył w odpowiedzi na reklamację, że obligatariusze szkody jeszcze nie ponieśli. Problem, że jest to myślenie błędne. Fakt, GetBack nie upadł i być może jakimś cudem zdoła jeszcze wyjść na prostą. Spadek wartości obligacji na rynku Catalyst i zawieszenie notowań to jednak problem już odczuwalny. Obligatariusze nie otrzymali także swoich odsetek, są więc już poszkodowanymi. Pytanie nie brzmi więc, czy są poszkodowani, tylko jak mocno poszkodowanymi będą. I tutaj bankowi rzeczywiście można przyznać rację, że nie znana jest jeszcze skala. Sama szkoda jednak niewątpliwie już nastąpiła.

Czarnecki polał wodę. Bank nie odpuści

Pod koniec maja na konferencji Wall Street w Karpaczu Leszek Czarnecki, ojciec i najważniejszy akcjonariusz Idea Banku, przekonywał, że zasadne reklamacje zostaną uznane. Pytanie jednak jak taka zasadna reklamacja miałaby wyglądać, póki co bowiem wygląda na to, że bank próbuje zabezpieczyć sobie wszystkie fronty. Czarnecki mógł po prostu polać wodę, taka odpowiedź bowiem go nic nie kosztowała. A naiwnym byłoby przecież założenie, że w takiej sytuacji i przy takiej skali sprzedaży obligacji, bank sam z góry uznałby, że wszyscy składający reklamacje zostali oszukani. Uznanie choćby jednej reklamacji mogłoby stworzyć precedens, który wzmocniłby pozycję pozostałych obligatariuszy, którzy nabyli obligacje GetBacku.

Póki co najprawdopodobniej nie było żadnej uznanej reklamacji, taka informacja z pewnością odbiłaby się szerokim echem. Sam bank zapytany o skalę problemu i liczbę złożonych, przyjętych i odrzuconych reklamacji wygodnie zasłania się tajemnicą przedsiębiorstwa. Walka pomiędzy obligatariuszami i bankiem będzie więc trwała dalej. Część poszkodowanych, po otrzymaniu odpowiedzi na reklamację, zapowiada, że złoży dokumenty do Rzecznika Finansowego. We wtorek, 24 lipca, jest planowana także pikieta pod siedzibami spółek Leszka Czarneckiego. 

Adam Torchała

Przeczytaj też

Komentarze