Czy spółki powinny płacić dywidendy w czasach koronawirusa? [Ankieta]

(fot. FORUM)

Czy spółki powinny płacić dywidendy w czasach koronawirusa? [Ankieta]

Dywidenda w czasach koronawirusa to orkiestra z Titanica czy jednak tradycja, której warto przestrzegać? Spółki różnie podchodzą do tego zagadnienia, podobnie jak inwestorzy. Na Bankier.pl przyglądamy się bliżej argumentom obu obozów oraz oddajemy głos wam - naszym czytelnikom.

Pandemia koronawirusa i związane z nią zamknięcie gospodarki sprawiło, że do góry nogami wywróciła się nie tylko działalność spółek w 2020 roku, ale także i plany dotyczące podziału zysku za rok miniony. Przypomnijmy, że w normalnych warunkach spółka do końca czerwca powinna zdecydować, co zrobić z zyskiem osiągniętym w roku ubiegłym. Podmioty wypłacające dywidendy zazwyczaj swoje plany zdradzają w momencie publikacji raportu rocznego, czyli właśnie w marcu bądź kwietniu. Wysokość dywidendy można jednak szacować już wcześniej, po zysku spółki, historii wypłat oraz dywidendowej polityce.

Problem polega jednak na tym, że obecnie warunki nie są normalne. Koronawirus przyniósł zamknięcie gospodarki, które odbija się na wynikach. Dodatkowo wszystko wskazuje na to, że wchodzimy w recesję i konsekwencje pandemii będziemy w gospodarce odczuwali jeszcze długo, nawet jeżeli uporalibyśmy się sprawnie z wirusem. A przecież nawet to ostatnie jest teraz wątpliwe.

Jeżeli nie widzisz ankiety - kliknij tutaj

Nowe okoliczności sprawiają, że spółki stają przed poważnym dylematem. Z jednej strony wiele z nich ma za sobą świetny 2019 rok, z którego inwestorzy liczyli na sutą dywidendę. Z drugiej obecna sytuacja sprawia, że obroty firmy zwolniły albo panuje kompletny przestój. Dodatkowo nie wiadomo, ile cała sytuacja potrwa i jak mocna będzie wtórna fala uderzeniowa kryzysu. Tę niepewność widać po raportach bieżących spółek, które informują wprawdzie o wpływie koronawirusa na biznes, jednak nie potrafią podać dokładnych wyliczeń. De facto nikt do końca nie wie, na czym stoi.

Rośnie grono wstrzymujących dywidendy

W takiej sytuacji część spółek zdecydowała się na rezygnacje z dywidendy za 2019 rok lub wstrzymanie decyzji jej dotyczącej. W sumie jest ich na głównym rynku już 11. W gronie tym są m.in. trzej deweloperscy muszkieterzy (Atal, Lokum, Dom Development), którzy w ubiegłym roku oferowali stopę dywidendy powyżej 10 proc. Z grona faworytów wstrzemięźliwość wybrał też Eurotel. Bankom z kolei rezygnację z dywidend zaleciła Komisja Nadzoru Finansowego.

Warto dodać, że mowa tutaj nie o firmach, które przez koronawirusa znalazły się na skraju bankructwa. Mówimy raczej o spółkach, które wprawdzie narzekają na negatywny wpływ pandemii na ich biznes, zarządy (w przypadku banków nadzorca) dywidendę chcą jednak zatrzymać przede wszystkim w związku z niepewnością dotyczącą rozwoju sytuacji.

Rozwaga czy niepotrzebny ruch?

Opinie na temat dywidendowej wstrzemięźliwości są podzielone. Z jednej strony pojawiają się głosy o rozwadze i dojrzałości zarządu, z drugiej akcjonariusze przypominają, że część zarządów jeszcze miesiąc temu obiecywała wypłaty i obecne odwoływanie tych deklaracji to swego rodzaju oszukwanie akcjonariuszy. To przecież od dywidendowej perspektywy zależała wcześniej ich decyzja o zakupie akcji. Dodatkowo brak dywidendy może wywołać niepotrzebną panikę, nawet gdy sytuacja spółki jest niezagrożona.

Kwestia stabilności samej spółki ma zresztą ogromne znaczenie, należy bowiem pamiętać, że sytuacja każdej jest inna, inne jest także podejście zarządów do ryzyka. Część z nich może mieć silne zaplecze i wierzyć, że nawet jeżeli koronawirusowy problem będzie się przedłużał, ich finanse sobie z tym poradzą. Mogą się jednak i trafić zarządy, które dywidendę będą chciały wypłacić za wszelką cenę, na przekór obecnej sytuacji. To zaś budziłoby tym większe wątpliwości, gdyby nagle okazało się, że spółka, która podczas kryzysu wypłącała dywidendę, nagle potrzebuje płynnościowej pomocy.

Granice odpowiedzialności

Ten ostatni przykład to oczywiście skrajność i jeżeli zarząd widzi, że koronawirusowe zamknięcie gospodarki może zagrozić płynności spółki, nie tylko powinien, ale nawet musi podjąć decyzję o rekomendowaniu wstrzymania dywidendy. Bowiem jego zadaniem est dbanie o interes akcjonariuszy i wartość spółki w długim terminie, ten zaś wymaga wstrzymania dywidendy i skupienia się na zapewnieniu płynności.

Powyższe częściowo rozciąga się i na spółki w nieco lepszej sytuacji finansowej. Przypomnijmy, że nikt nie wie, ile koronawirusowe zamieszanie potrwa i jaka będzie skala gospodarczego udzerzenia, zatem bardzo ciężko jest określić, czy spółka jest bezpieczna, czy nie. Oczywiście są przypadki takie jak CD Projekt, który po prostu śpi na gotówce i dywidenda w żadnym stopniu nie uderzyłaby w jego płynność. W każdym innym przypadku jednak warto, by zarząd w sprawie rekomendacji dotyczącej dywidendy zakładał pesymistyczny, a nie optymistyczny scenariusz. Tak na wszelki wypadek.

Dywidenda (raczej) nie ucieknie

Pamiętajmy także, że dywidenda (raczej) nie ucieknie. Jeżeli zarząd jest wiarygodny (a skoro wybraliśmy spółkę do portfela dywidendowego, to tak zapewne jest), można zaufać mu, że gdy sytuacja wróci do normy, to i polityka dywidendowa wróci na odpowiednie tory. Niektóre spółki deklarują zresztą wprost, że pieniądze zatrzymują z zamiarem wypłaty ich za rok, pod warunkiem, że nie spełni się czarny scenariusz dotyczący kryzysu (np. Alumetal). Jeszcze dalej poszedł Dom Development, którego zarząd nie tyle rekomenduje brak dywidendy, co wstrzymał poprzednią decyzję o rekomendowaniu dywidendy. Zarząd spółki ma nadzieje, że sytuacja wyklaruje się do walnego, które zadecyduje o podziale zysku za 2019 rok.

A przypomnijmy, że wspomniane walne według "kryzysowych" zasad mogą odbywać się nie do końca czerwca, a do końca sierpnia. Spółki i akcjonariusze zyskali więc dodatkowy czas i wcale z otwartą deklaracją dotyczącą dywidendy nie muszą się spieszyć. Warto jednak, by spółki jak najszybciej zakomunikowały, na czym stoi sprawa dywidend. Deklaracje sprzed miesiąca są obecnie mało warte i akcjonariusze oczekują świeżych informacji w sprawie planów podziału zysku. Widać to po notowaniach niektórych papierów, gdy plotki o możliwym braku dywidendy zbijały kurs jeszcze przed pojawieniem się oficjalnego komunikatu.

Zachęcamy do dyskusji

Osobiście jestem raczej zwolennikiem wstrzemięźliwości spółek w kwestii dywidendy z zysku za ubiegły rok i ewentualnej wypłaty zatrzymanych zysków w przyszłym roku. A przynajmniej oczekiwałbym od spółek, które nie mają wcale wielkiej poduszki finasowej, by wstrzymały się z decyzją do czasu choćby częściowego powrotu do normy (otwarcia kin, galerii, sklepów, zakładów pracy etc.). Wówczas zapewne będziemy wiedzieli więcej o wpływie koronawirusa na gospodarkę i biznesy poszczególnych spółek.

Temat budzi jednak spore emocje i nic dziwnego. To zagadnienie bardzo złożone, w którym wybiera się raczej mniejsze zło niż rozwiązanie, które wszyscy przyjmą z entuzjamem. Dlatego tym bardziej uważam, że warto na ten temat dyskutować i podrzucać argumenty za jednym bądź drugim podejściem. Zachęcam tym samym do brania udziału w naszej ankiecie oraz zamieszczania swojego punktu widzenia w komentarzach.

Adam Torchała

Przeczytaj też

Komentarze