Co się dzieje na rynku złota?

(fot. Shutterstock)

Co się dzieje na rynku złota?

Od kilku tygodni na rynku złota trwa spadkowa korekta, która w ostatnich dniach wyraźnie się pogłębiła. I wcale nie musi to oznaczać, że przecena królewskiego metalu dobiega końca.

Lato 2019 stało pod znakiem przebudzenia złota. Nieco już zapomniany „barbarzyński relikt” w czerwcu, lipcu i sierpniu zaznał znaczącej aprecjacji kapitałowej.

Przez te trzy miesiące kurs złota wyrażony w USD poszedł w górę o przeszło 20%, osiągając najwyższą wartość od 6 lat i wyłamując się z wieloletniego trendu bocznego. W wielu innych walutach (np. euro, funcie, złotym) ceny złota pobiły nominalne rekordy z września 2011 roku.

Co tu się porobiło?

Pomimo jesiennej korekty cena złota w USD wciąż jest o przeszło 14% wyższa niż na początku roku oraz o 22% wyższa niż rok temu. Licząc w PLN, statystyki te wyglądają następująco: +18,7% YTD i +24,6% rdr. Jeśli do końca roku ceny kruszcu nie spadną, będzie to najwyższa roczna stopa zwrotu (w USD) od 2010 roku. Zatem tegoroczne wyniki złota wciąż prezentują się wyśmienicie pomimo studolarowej (na uncji) korekty z września i listopada. Co się zatem zmieniło, że w ostatnich dniach ceny złota nieco spadły?

(Bankier.pl)

Aby odpowiedzieć na to pytanie, musimy cofnąć się do pierwszej połowy roku. Był to okres, gdy inwestorzy definitywnie uświadomili sobie, że banki centralne nie są w stanie zakończyć chorego eksperymentu z zerowymi (lub wręcz ujemnymi) stopami procentowymi. Rezerwa Federalna, która jeszcze w grudniu 2018 roku stopy podniosła i zapowiadała utrzymanie „ilościowego zacieśnienia” (QT) polityki pieniężnej, już w lipcu dokonała pierwszej od 2008 roku obniżki stopy funduszy federalnych. Wcześniej zakończyła QT, a w październiku w praktyce wznowiła QE (choć przewodniczący Powell upiera się, że to nie jest QE).

Jeszcze dalej poszedł Europejski Bank Centralny, który w reakcji na spowolnienie wzrostu gospodarczego przykręcił śrubę monetarnej represji, sprowadzając stopę depozytową głębiej poniżej zera i od listopada wznawiając program skupu obligacji (czyli QE). Te decyzje bankierów centralnych sprawiły, że wielu inwestorów porzuciło nadzieję na to, że stopy procentowe kiedykolwiek wrócą do normalnych poziomów. Jednym ze skutków tej aberracji jest 16 bilionów USD długu notowanego przy ujemnych rentownościach! W takim układzie odpadał koronny argument przeciwko złotu, że przecież nie przynosi ono odsetek. Owszem, nie przynosi, ale przynajmniej nie trzeba płacić tak dużo za jego przechowywanie, jak za to liczą sobie EBC czy rząd Niemiec. To wszystko zwiększało popyt na złoto traktowane jako bezpieczna lokata kapitału i zabezpieczenie przed szaleństwami banków centralnych.

Korekta pochopnych oczekiwań

Tyle że rynki finansowe jak zwykle przereagowały. Jeszcze pod koniec sierpnia świat finansów spodziewał się całej serii obniżek stóp procentowych – zwłaszcza w Ameryce. Ale po trzecim z rzędu cięciu w październiku Rezerwa Federalna między wierszami zakomunikowała, że wstrzymuje się z kolejnymi obniżkami. Także rynek ograniczył swoje apetyty w tej materii. Do grudnia 2020 roku w cenach kontraktów terminowych na stopę funduszy federalnych wliczona jest co najwyżej jedna obniżka (60% szans) - wynika z obliczeń FedWatch Tool.

Także w strefie euro złagodzone zostały oczekiwania na zejście głębiej poniżej zera. Rentowność niemieckich obligacji 2-letnich podniosła się z -0,92% pod koniec września do -0,62% 12 listopada. Oczywiście wciąż są to wartości absurdalnie niskie i w zasadzie dyskwalifikujące tę klasę aktywów w oczach inwestora indywidualnego. Lecz dla zarządzających funduszami to sygnał, że rynek okiełznał apetyt na jeszcze bardziej ujemne stopy w EBC.

Po części dlatego, że już wrześniowa decyzja EBC o obniżeniu stopy depozytowej i wznowieniu QE spotkała się z bardzo silną opozycją ze strony największych banków centralnych eurolandu. Według nieoficjalnych informacji przeciwko był nie tylko niemiecki Bundesbank, ale też władze monetarne Francji, Holandii i Austrii. Mario Draghiemu udało się „na odchodnym” przeforsować QE tylko dzięki głosom z południa Europy (Włochy, Hiszpania, Portugalia) oraz mniejszych państw eurolandu.

Trzy powody korekty

Jest jeszcze jeden powód, dla którego część inwestorów zaczęła odwracać się od złota. W ostatnich tygodniach z percepcji rynku zaczęły słabnąć czynniki ryzyka natury politycznej. Rynki finansowe są przekonane, że operację brexitu uda się przeprowadzić w sposób uporządkowany i w porozumieniu z UE. Większość inwestorów wierzy też, że jeszcze przed końcem roku prezydent Donald Trump podpisze jakąś cząstkową umowę handlową z Chinami, dzięki czemu oba mocarstwa przestaną nakładać nowe cła i być może nawet zaczną eliminować nałożone w tym roku bariery celne.

Te nadzieje sprawiły, że indeksy na Wall Street w październiku poprawiły rekordy wszech czasów. Złagodzeniu ulęgły też lęki przed recesją w Stanach Zjednoczonych, która jeszcze w połowie 2019 roku wydawała się bardzo prawdopodobna. Teraz dane makro nadchodzące z USA nie potwierdzają hipotezy, jakoby gospodarcza dekoniunktura miała czekać tuż za rogiem. Nawet jeśli doniesienia z innych dużych gospodarek (Niemiec, Chin, Indii) wskazują na gwałtowne hamowanie wzrostu gospodarczego.

To wszystko sprawia, że złoto przestało być tak pożądane, jak było jeszcze kilka miesięcy temu. Zresztą po tak dynamicznym rajdzie metalom szlachetnym po prostu „należy się” zdrowa korekta, zasiewająca wątpliwości w umysłach inwestorów. Póki co złoto w ujęciu dolarowym straciło niespełna 7% względem szczytu. Znacznie mocniej – bo o blisko 15% - przeceniono srebro. 

Jak nisko może spaść złoto?

Jak na razie korekta na rynku złota jest dość łagodna. Kurs królewskiego metalu dotarł dopiero do pierwszego istotnego wsparcia technicznego wyznaczanego przez poziom 38,2% zniesienia letniej zwyżki oraz lipcowy szczyt (ok. 1450 USD/oz.). Następnym przystankiem są okolice 1415 USD/oz. – czyli 50% zniesienia ostatniej fali wzrostowej.

Przed pogłębieniem korekty ostrzega wciąż monstrualna długa spekulacyjna pozycja netto (SPN) utrzymująca się na nowojorskim Comeksie. Według ostatnich dostępnych danych (czyli stanu z 5.11) zaangażowanie spekulacyjnie nastawionych uczestników rynku sięgało niemal 280 tys. kontraktów. To niewiele mniej niż w niemal rekordowej pod tym względem końcówce września (ponad 312 tys.).

(Bankier.pl na podstawie dancyh CFTC.)

Zatem zlewarowany i z reguły nastawiony na krótkoterminowe spekulacje kapitał wciąż jest ekstremalnie mocno zaangażowany po długiej stronie rynku. W przeszłości tak wysokie odczyty SPN poprzedzały głębsze spadki notowań złota. W średnim terminie wysokie zaangażowanie spekulantów jest więc kontrariańskim sygnałem sprzedaży. Dlatego trwająca obecnie korekta może być nie tylko głębsza, ale przede wszystkim dłuższa. Nie zdziwiłbym się, gdyby złoto wszystko co najlepsze w tym roku miało już za sobą.

Nie oznacza to, że warto w tym momencie oczyścić portfel ze złota. Jest to raczej czas na zebranie ze stołu spekulacyjnych zysków, względnie ograniczenie zaangażowania na tym rynku. Z kolei dla posiadaczy gotówki zastanawiających się nad zakupem złota w końcówce roku może pojawić się dobra ku temu okazja.

Z punktu widzenia inwestora z Polski królewski metal wciąż jest bardzo drogi. Ceny rzędu 5700 zł za uncję (bez marży dilerskiej) należą do jednych z najwyższych w historii – drożej było tylko podczas bicia rekordów w roku 2011 i 2012 oraz przez poprzednie trzy miesiące. Jeśli założymy, że korekta w kursu złota w USD jeszcze trochę potrwa, a złoty umocni się do końca roku, to ceny kruszcu wyrażone w polskiej walucie mogą jeszcze spaść o kilkaset złotych na uncji. Tj. mogą, ale nie muszą. Zawsze bowiem istnieje ryzyko, że na świecie coś pójdzie nie tak i wtedy złoto osiągnie jeszcze wyższą orbitę. Jeśli jednak nic takiego się nie stanie, to w przedziale 5100-5500 zł/oz. otwiera się okno do „załadunku” żółtego metalu do zrównoważonego i zdywersyfikowanego portfela inwestycyjnego.

Krzysztof Kolany

Przeczytaj też

Komentarze