Bankowa zaraza dotarła do Niemiec

(fot. Bermer Landesbank)

Bankowa zaraza dotarła do Niemiec

Problemy mają nie tylko włoskie banki. W piątek rano świat obiegły doniesienia o kłopotach finansowych niemieckiego Bremer Landesbanku. Rodzi to paradoksalną sytuację, gdy rząd Angeli Merkel w imię obrony zasad narzuconych reszcie Europy może poświęcić „swój” bank.

Od kilku dni tematem numer jeden na rynkach finansowych nie jest już Brexit. Są nim włoskie banki, a w szczególności najstarszy bank świata: Monte dei Paschi di Siena, którego akcje od początku roku straciły 82% wartości.

Pierwszy problem włoskich banków jest stary jak sama bankowość: to 360 mld euro niespłacanych kredytów (17% portfela!) grożących utratą zaufania i płynności finansowych. Drugim jest wymuszona na krajach unijnych dyrektywa BRRD zabraniająca ratowania banków z pieniędzy podatników.

Tymczasem podobne kłopoty mogą mieć banki w innych krajach unijnych, w tym także banki niemieckie. O kłopotach Bremer Landesbank donosi internetowe wydanie gazety „Handelsblatt”. Bremer LB w czerwcu spisał na straty 400 mln euro kredytów udzielonych armatorom. Niespłacane pożyczki wpędziły bank w tak duże kłopoty finansowe, że wymaga on dokapitalizowania.

Problem w tym, że Bremer LB jest… bankiem publicznym. 55% udziałów ma w nim NordLB – czyli inny landesbank – a 41% akcji kontroluje land Dolnej Saksonii. Bremer LB musiałby więc zostać dokapitalizowany z pieniędzy publicznej, czego zabraniają unijne regulacje (dyrektywa BRRD) forsowane przez Berlin i Brukselę.  

Niechętnie o możliwości doinwestowania swojego banku wypowiedział się premier Dolnej Saksonii Stephen Weil. „Klasyczne sposoby – chodzi o dostarczenie kapitału przez obu partnerów – zdają się nie działać. Ale podejmiemy wszelkie środki, aby uratować Bremer Landesbank” – powiedział Weil.

Problem w tym, że tego typu problemy mogą się szybko rozprzestrzenić na inne instytucje kredytowe. W reakcji na doniesienia niemieckich mediów notowania obligacji zamiennych Bremer LB drastycznie straciły na wartości: taniejąc ze 120 do 73 centów za euro wartości nominalnej – donosi „Financial Times”.

Gabinet Angeli Merkel nagle znalazł się w dość niezręcznej sytuacji. Berlin od tygodni odmawia rządowi Mateo Renziego zgody na ratowanie z publicznych pieniędzy banków włoskich. Nie może więc równocześnie prosić o wyjątek dla własnych landesbanków. Zwłaszcza, że przypadek Bremer LB zapewne nie jest odosobniony: na rynku mówi się, że pożyczki dla pogrążonej w kryzysie branży przewozów morskich są specjalnością niemieckich banków.

Niemieccy politycy stanęli przed dylematem. Albo okażą się nieugięci w respektowaniu własnych zasad i w przypadku Bremer LB zastosują bail-in (czyli obciążą stratami właścicieli obligacji i deponentów), albo znów rozpoczną ratowanie banków za pieniądze podatników, wywołując wściekłość tych ostatnich, co grozi wzrostem poparcia dla partii antyunijnych i w konsekwencji utratą władzy przez koalicję CDU/CSU-SPD.

Krzysztof Kolany

Przeczytaj też

Komentarze