Treści na Forum Bankier.pl publikowane są przez użytkowników portalu i nie są autoryzowane przez Redakcję przed publikacją... Bankier.pl nie ponosi odpowiedzialności za informacje publikowane na Forum, szczególnie fałszywe lub nierzetelne, które mogą wprowadzać w błąd w zakresie decyzji inwestycyjnych w myśl art. 39 ustawy z dnia 29 lipca 2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi. Przypominamy, że Forum stanowi platformę wymiany opinii. Każda informacja wpływająca na decyzje inwestycyjne pozyskana przez Forum, powinna być w interesie inwestora, zweryfikowana w innym źródle.
W tym roku wolumen obrotów na pakietówkach wynosi już 1 156 775 akcji. W lipcu ubiegłego roku 500 k akcji sprzedał p. Radziwiłł. W sumie mamy 1 656 775 akcji. Sporą część z tego wolumenu kupili członkowie tzw. porozumienia, czyli członkowie zarządu, ale ostatnie, styczniowe transakcje, na wolumenie 502 938 akcji, nie zostały (jeszcze) przypisane konkretnym inwestorom, to znaczy nie mamy informacji, że kupili je członkowie porozumienia. Prawdopodobnie to nie członkowie zarzadu byli nabywcami tych akcji, ponieważ ciąży na nich obowiązek informacyjny, a prezes akurat o tym doskonale pamięta i informuje niezwłocznie o takich transakcjach. Zwykle robi to już następnego dnia po transakcji. Czy zatem akcje te kupił nowy inwestor, którego celem mogłoby być wrogie przejecie, na przykład w porozumieniu z funduszami? Policzmy, Fundusze kontrolują obecnie 2 282 235 akcji. Wraz z ostatnimi pakietami, nie przypisanymi dotąd żadnemu z członków porozumienia, liczba akcji w posiadaniu funduszy i ew. spiskowca, wynosiłaby 2 785 173 sztuk, czyli ok. 27% kapitału, czyli więcej niż kontrolują członkowie zarządu wraz z delfinem Szczepańskim i przewdniczącym RN, p. Turno, ok. 19,6% kapitału. Przewaga jest znacząca, a przecież ew. nowy inwestor mógłby mieć zaparkowane akcje u wspólników i w sumie mogłoby być to nawet powyżej 30% w sumie.
Przypomnę, że tylko w ubiegłym roku wolumen obrotów, bez pakietówki p. Radziwiłła, która wzieli zapewne członkowie porozumienia, wyniósł ok. 2,3 mln akcji. Z tego wolumenu bez problemu można było kupić nieco poniżej 5 % po średniej cenie 5,28 zł, czyli wydać 2, 64 mln złotych, czyli mniej niż płaca za pakiety teraz członkowie zarządu. Znacząco mniej, wszak pakietówki odbywają się powyżej 6,50 zł za akcje, zbliżają się powoli do 7 złotych. Gdyby członkowie zarządu, skuszeni niską wyceną giełdową, chcieli kupować akcje po atrakcyjnej cenie na rynku, mogli to robić w ubiegłym roku. Nie zrobili i teraz kupują płacąc kilkadziesiąt% więcej. Jaki tu sens? Nie ma żadnego. Co więcej, członkowie zarządu mogli kupować akcje w latach 2019-2020, kiedy wolumen obrotów wyniósł 3,2 mln akcji, a średni kurs transakcyjny wynosił ok. 4,5 zł, czyli minimum > 2 złote taniej niż płaca obecnie. Gdzie tu sens? Co więcej, ten wolumen mógł kupić w tamtym czasie delfin Szczepański i wcale nie musiałby o tym informować rynku, cała sprawa skupu akcji przez członków obecnego porozumienia, a własciwie jednego z nich, pozostałaby w tajemnicy, a paiket zebrany byłby taki sam jak ten obecnie kupiony. Dzieki temu kurs nadal byłby prawdopodobnie w okolicach 4-5 złotych i dopiero ujawnienie stanu posiadania przez delfina Szczepańskiego wywołałoby być może wzrostu kursu. Skąd zatem ta ostentacja członków porozumienia, skąd info o posiadniu przez delfina Szczepańskiego ledwie ok. 30 k akcji? Czemu to ma służyć? Moim zdaniem temu, żeby potencjalny nowy inwestor z planami przejęcia władzy w spółce wiedział, że obecna władza akcji ma już całkiem sporo, a dodatkowo może mięc więcej, skoro akcje ma równiez delfin Szczepański, nie mający przecież obowiązku informowania o posiadaniu akcji do poziomu 5%. Dodatkowo informacje o zwiększaniu zaangażowania w akcje przez insajderów zwykle wywołują wzrost kursu akcji, co w przypadku scenariusza wrogiego przejęcia podnosi koszty ew. nowemu inwestorowi. Czy taki jest sens ostatnich pakietówek z udziałem członków zarządu? Myślę, że dowiemy się już niebawem.
Przypomnę, że mamy już sfinalizowaną umowę RT, gdzie BBI ma ok. 45% udziałów, a tylko sam grunt będący własnością spółki celowej, ma wartość ok. 300 mln zlotych (5000 złotych x 60 000 pum). Taki jest mój szacunek. Dodatkowo są jeszcze nakłady poniesione przez BBI (prace projektowe). Zamiana ostateczna długu Serenusa na PS sprawi, że grunt ten może być wart ok. 30 mln złotych. Bez straty sprzedać się tego nie da, ale na 30 mln gotówki można raczej liczyć. Widzimy, że po sprzedaży tylko tych dwóch aktywów w kasie może pojawić się ok. 150 mln złotych, a przecież na stole leży jeszcze Koneser. Jest to dogodny moment, żeby na scenie pojawił sie nowy, dominujący akcjonariusz, przyszedł na tzw. gotowe i zgarnął całkiem sporą gotówkę w relacji do zainwestowanego kapitału.
To są oczywiście moje spekulacje, ale nie pozbawione racjonalnych podstaw, czyż nie?:)
Przypomnę, że jeszcze całkim niedawno członkowie zarządu kontrolowali najpierw ok. 7, potem ok. 14%. I nie widzieli wówczas potrzeby kupowania akcji. Obecnie kontrolują ok. 20%, a więc zwiększyli zaangażowanie ok ok. 1/3. Dlaczego? Przecież do tej pory, przez wiele lat nie czynili tego w takim wymiarze, byli skazani - i akceptoawali to - na poparcie funduszy, żeby sprawować niepodzielne rządy. Byli skazani i sprawowali niepodzielne rządy w BBI. Czy teraz nie mogą już liczyć na poparcie funduszy? Czy podejrzewaja, że z wolumenu akcji, który obrocił się w latach 2019-2021, ok. 5,5 mln akcji, ktoś mógł zebrać nawet 25% akcji za ok. 10 mln złotych? To jest możłiwe, że powodem obecnych, nerowych zakupów akcji przez członków zarządu wynikają właśnie z takich obaw.
Niektórzy piszą, ze powodem zakupów akcji przez członków zarządu jest perspektywa wypłaty dywidendy. Nic takiego nie będzie miało miejsca, ponieważ obligatariusze skutecznie blokują wypłatę zysków, jeśli się one pojawią. Poza tym kupowanie akcji po 6,50-7 złotych żeby otrzymać np. 1-2 złote dywidendy nie ma żadnego sensu, jeśli kontroluje się kasę spółki, a firmę czekają dodatkowo ogromne inwestycje, dzięki którym przecież prezes i kumple mogą bez obaw pobierać rocznie 2 mln złotych w sumie tytułem wynagrodzenia. Czy gdyby nie było nowych inwestycji, to byłby sens istnienia BBI? A tak mamy nowe inwestycje, które uzasadniają dalsze funkcjonowanie spółki oraz ciężką pracę prezesa i kumpli, za którą spółka wynagradza ich sowicie. Czy nie macie wrażenia, że spółka istnieje własnie po to, a nie po to, żeby akcjonariusze czerpali z wypracowanych zysków:)? Ja takie wrażenie mam.:) To może się zmienić, jeśli pojawi się nowy, dominujący akcjonariusz, przejmie włądzę w spółce, spienięży majątek, spłaci wierzycieli, a pozostałą gotówke podzieli między akcjonariuszy. To byłaby kleska dla członków obecnego zarządu, a całkiem miłe zaskoczenie dla pozostalych akcjonariuszy, czyż nie?:)
Wygląda na to, że jesteśmy w decydującym momencie w dziejach spółki.
Taka jest moja spekulacja.