Treści na Forum Bankier.pl publikowane są przez użytkowników portalu i nie są autoryzowane przez Redakcję przed publikacją... Bankier.pl nie ponosi odpowiedzialności za informacje publikowane na Forum, szczególnie fałszywe lub nierzetelne, które mogą wprowadzać w błąd w zakresie decyzji inwestycyjnych w myśl art. 39 ustawy z dnia 29 lipca 2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi. Przypominamy, że Forum stanowi platformę wymiany opinii. Każda informacja wpływająca na decyzje inwestycyjne pozyskana przez Forum, powinna być w interesie inwestora, zweryfikowana w innym źródle.
Bardzo dużo żółci ulewa się na tym forum. Zaznaczę może najpierw, że sam wiszę na haku i też nie jestem szczęśliwy z tym jakie doły obecnie zalicza kurs spółki. Mam jednak trochę cierpliwości i poczekam na rozwój sytuacji nawet kilka czy kilkanaście miesięcy. Jednakże wydaje mi się, że ma sens wyjaśnienie kiku zacietrzewionym dyletantom (czyt. trolom) najbardziej podstawowych prawd na temat relacji spółka-giełda, które są tutaj regularnie podnoszone: 1) "Niewdzięcznicy" - w żadnej branży, którą znam (a poznałem ich zawodowo kilka) pracownik spółki giełdowej nie jest "wdzięczny" za kasę jaka z giełdy trafiła do spółki. Dlaczego? Bo go kompletnie nie interesuje czy firma ma pieniądze na funkcjonowanie ze środków własnych, z kredytu czy też z emisji akcji. Pracownik robi swoje i dostaje za to pensję - tyle go obchodzi. Żeby nie było - uważam, że zarząd spółki powinien dbać o akcjonariuszy oraz ich interes. Działać wedle swojej najlepszej wiedzy w taki sposób aby inwestorzy zyskiwali w skutek nabycia akcji firmy. 2) "Gówniarze" - w sytuacji, w której sytuacja w firmie robi się "nieciekawa" pracownik ma prawo podjąć suwerenną decyzję czy zaryzykuje i w niej pozostanie, czy też poszuka szczęścia gdzieś indziej. Nie jest niczym niezwykłym, że pracownicy odchodzą z firm produkcyjnych czy usługowych jeżeli zaczyna się tam "dziać źle". Dokładnie tak samo wygląda to w innych branżach - jeżeli warunki pracy stają się nieakceptowalne to pracownik ma prawo z firmy odejść aby realizować swój interes w innym zakładzie. I nie ma to nic wspólnego z tym skąd dana firma pozyskała pieniądze na funkcjonowanie. Nie godzi się nazywać gówniarzem kogoś, kto postanawia, że dany sposób funkcjonowania mu nie odpowiada. 3) "Hamulcowi" - każda firma istnieje po to aby zarabiać pieniądze (wliczając w to "wydmuszki"). Zarabianie pieniędzy jest obowiązkiem osób zarządzających firmą natomiast jej pracownicy realizują zadania wyznaczone im przez tychże zarządzających. Aby skutecznie firmą zarządzać trzeba mieć do tego dwie rzeczy - plenipotencje i narzędzia. Prezes, któremu zwiąże się ręce - czy to otwarcie, czy też zakulisowo - nie jest w stanie skutecznie zarządząc spółką zgodnie ze swoim planem i/lub wizją. Sterowanie z tylnego fotela może absolutnie uniemożliwić zarabianie pieniędzy pomimo najlepszych nawet intencji prezesa. I wcale nie oznacza to, że to ten właśnie prezes hamował rozwój firmy choć, na zewnątrz spółki, można by to było tak zinterpretować. 4) "Wieśniaki" - często na forum przewija się ukryte założenie, że spółka weszła na giełdę "bo chciała". Osobiście nie znam nikogo kto wejścia na giełdę chciał. Większość prezesów obejmuje rządy w spółce, która już notowana była. Ci nieliczni znajomi, którzy firmy sami na giełdę wprowadzali, robili to ze względu na żądania ich początkowych inwestorów. Można by powiedzieć, że "nie mieli innego wyjścia" albowiem alternatywą była... rezygnacja (za co nazwano by ich zapewne "gówniarzami"). Dobrze jest jednak opanować emocje i pamiętać, że mało kto "chce" pieniędzy z giełdy - na podstawie obserwacji NC wydaje mi się, że to głównie domena takich ludzi, którzy bardzo cynicznie postrzegają inwestorów. Identyfikują ich jako dojne krowy, które należy wykorzystać pączkując spółeczki w nieskończoność. 5) "Obrażeni informatycy" - mało kto zdaje się pamiętać, że gamedev to przede wszystkim pasjonaci. Do tego tacy, którzy pracują na umowach o dzieło, bez socjalu, bez prawa do urlopów, często bez opłaconej opieki medycznej. Ludzie różnych profesji i talentów, którzy zbierają się w celu stworzenia gry, którą potem poddają surowej krytyce rynku. Niezmiernie rzadko trafiają się wśród nich tacy, którzy dobrze czują się również w biznesie i to widać, nie ma się co oszukiwać. Kiedy jakiemuś studiu trafi się Prezes-biznesmen z prawdziwego zdarzenia wówczas od razu są sukcesy, duże pieniądze, ogromne projekty a inwestorzy pchają się drzwiami i oknami wciskając mu w ręce swoją kasę. Większość z nich jednak (mam na myśli studia) takiego kogoś nie ma. Znakomita większość devów to zwykli ludzie, z mniej lub bardziej zwykłymi problemami do rozwiązania ale też z ambicjami aby robić coś fajnego. Nie ma nic dziwnego, tak naprawdę, w fakcie, że tacy ludzie nie chcą się bawić w manipulacje giełdowym 'image' spółki i/lub być instrumentami w biznesowym planie Uber-Inwestora ale idą szukać stabilizacji gdzieś indziej. Nie mam dowodów na to, że gros tego forum to (obok zwykłych) trole opłacane przez ten czy inny podmiot. Gdybym miał z przyjemnością bym takowe przedstawił. Wiem natomiast, że jeśli ktoś utrzymuje przyjazny kontakt z tym czy innym prezesem dużych giełdowych spółek może liczyć na tłustą synekurę. Dlatego też wnoszę, że taka masa niepochlebnych opinii nt. byłych współpracowników CFG (bo nie byli to 'pracownicy') to efekt nakręcania kampanii PR-owej. Komu jednak mogło by zależeć na oczernianiu byłch członków zarządu, rady nadzorczej oraz zespołu, który zaplanował, wyprodukował i wydał trzy własne gry? Przekonamy się zapewne już w najbliższym czasie.