Treści na Forum Bankier.pl publikowane są przez użytkowników portalu i nie są autoryzowane przez Redakcję przed publikacją... Bankier.pl nie ponosi odpowiedzialności za informacje publikowane na Forum, szczególnie fałszywe lub nierzetelne, które mogą wprowadzać w błąd w zakresie decyzji inwestycyjnych w myśl art. 39 ustawy z dnia 29 lipca 2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi. Przypominamy, że Forum stanowi platformę wymiany opinii. Każda informacja wpływająca na decyzje inwestycyjne pozyskana przez Forum, powinna być w interesie inwestora, zweryfikowana w innym źródle.
"Raczej nie" było formą prześmiewczą... Wiadomo, że umowy na przyłącze są skonstruowane w ten sposób, że to inwestor buduje przyłącze zapewniając sobie prawa do terenu, na którym to przyłącze powstanie, a MPWIK jedynie nadzoruje budowę a następnie "odkupuje" zbudowane już przyłącze od dewelopera. Powiedz mi zatem, jakim cudem Triton nie zagwarantował sobie praw do terenu, na którym chciał się wpiąć do istniejącego systemu? Ewentualnie, jeśli pretensje BARC S.A. dotyczą własności nie tylko gruntu, ale i przyłącza- jakim cudem Triton nie sprawdził, kto jest właścicielem istniejącego przyłącza? Jak można zostawić w inwestycji za 60 baniek tyle niewiadomych? I jakim prawem Triton nie informował swoich klientów o problemach już w maju (już wtedy wiedzieli, co się święci), a łaskawie zrobił to na tydzień przed planowanym odbiorem mieszkania? Tak nie zachowuje się poważna firma, tylko dyletanci olewający swoich klientów, traktując ich jak zło konieczne. Pomijając inne głupoty, w stylu przesyłanie do analizy umowy liczącej 24 strony dopiero na dzień przed jej podpisaniem czy budowanie niezgodnie z prospektem informacyjnym, to już wiemy, z kim mamy do czynienia. A najlepsi są oczywiście sprzedawcy, którzy wszystko wiedzieli a nie pisnęli ani słowem o kłopotach. I jak tu nie pomyśleć, że to przekręt? Najlepszym rozwiązaniem byłby zwrot kasy z odsetkami, uścisk ręki i rozstanie (czego umowa nie przewiduje), bo ja nie lubię być traktowany jak ścierwo i jak w życiu zawodowym trafiam na niesolidnego kontrahenta to natychmiast zrywam z nim współpracę i więcej do niego nie wracam. Życie jest bardzo proste i nie ma potrzeby go komplikować- albo ktoś się nadaje do robienia interesów, albo nie.