~marysia





Coraz więcej sygnałów dochodzących z Ameryki (i nie tylko) o powołaniu protestów podobnych do tych, które mają miejsce w centrum Nowego Jorku. Co ciekawe, w naszym kraju słabo się ten temat przebija do mediów głównego nurtu. Wiadomo, wybory, wojna polsko-polska i cały ten bagaż polskiego podwórka, poza które niewielu ma ochotę wychynąć, choć podobno większość wybrała normalność i europejskość.

Siłą rzeczy pozostawiony jestem sobie i korzystaniu z niszowych, lewicujących głównie mediów. No i szumu dochodzącego z wielu platform społecznościowych, pełnych ludzi pełną parą pracujących za darmo dla wielkich korporacji, które podobno chcą obalić. Tak śledzę i śledzę i widzę, że nie ma na co patrzeć. To wszystko już było i do niczego nie prowadzi.

Nie jestem w stanie podać jednego ruchu społecznego, który sam z siebie, bez żadnych przywódców i struktur odniósł sukces. Przez sukces rozumiem trwałą zmianę w dziedzinie polityki i gospodarki, a nie uznanie praw par jednopłciowych do trzymania się za ręce w miejscu publicznym.

Nawet nasza rodzima, sławna na świat cały, dziś już podstarzała nieco panna S nie zrobiła nic jako ruch społeczny. Miała swoich liderów (niezależnie od ich dzisiejszej czy nawet ówczesnej oceny), miała swoje postulaty i miała swoje struktury. Nawet, jeśli te struktury negowała. Dopiero przekształcenie się ruchu w związek zawodowy stało się początkiem pisania programu „Rzeczpospolitej samorządnej” i całej reszty, która i tak została szybko spacyfikowana.

Ruchy społeczne mają to do siebie, że albo są powszechne i krótkotrwałe albo elitarne i niszowe. Wszystkie wypadki ostatnich rewolucji arabskich dokładnie to pokazują. Nawet jeśli potrafiły zapoczątkować jakąś zmianę, szybko się wypalały i zaczynały być zastępowane zorganizowanymi strukturami – w tych konkretnych przypadkach armią. Nawet teraz, po tryumfie, nie ma już ruchu, a jego uczestnicy walczą między sobą o władzę, tworząc nowe partie i inne instytucje.

Na drugim końcu są demonstracje bezsilności młodych z zachodniej Europy. Widziałem już okupacje brytyjskich uniwersytetów, marsze przeciw cięciom budżetowym, hiszpańskie miasteczka i zwykłe zamieszki. Żadne z tych wydarzeń nie osiągnęło zamierzonych celów, niektóre wręcz sprawiły, że ich uczestnicy stracili powszechne poparcie społeczne i wzmocnili (nieważne, że przypadkiem) rolę państwa tnącego jeszcze bardziej wydatki publiczne i zaostrzającego politykę budżetową.

Podobnie i dziś. Ameryka sobie poradzi, tak jak poradziło sobie tyle innych rządów. Przez kilka – kilkanaście tygodni będzie tu i ówdzie miasteczko namiotowe, gorące dyskusje i
„demokracja w działaniu”, a potem wszystko wróci do stanu poprzedniego. Albo się pogorszy.

Żaden z tych ruchów bowiem, zafiksowany na współuczestnictwie i partycypacji, nie jest zdolny do wyłonienia lidera, który rozmawiałby z przedstawicielami drugiej strony. Co więcej, nie są w stanie nawet wystosować listy wspólnych postulatów, zajęci niekończącymi się dyskusjami na tematy niekoniecznie związane z tu i teraz samego ruchu. Niechęć do przywództwa niewątpliwie skompromitowanych polityków można jeszcze zrozumieć. Nie można natomiast zrozumieć powszechnej abnegacji. Nie przypadkiem bowiem ludzie wymyślili hierarchię i prawa obowiązujące społecznie. Czy ktoś wyobraża sobie dyskusję na polu bitwy? A przecież okupacja Wall Street jest bitwą.

Tych sprzeczności nie chcą jednak dostrzec wszyscy teoretycy i intelektualiści, spoglądający z wyższości swych katedr na ulice i adorujący „programową bezprogramowość”. I tylko pozostaje współczuć, ż,e tak jak w 1968 roku, nie potrafią zrozumieć, że tłum zamiast atakować budynki rządowe woli rozbijać sklepy. W końcu telewizor w garści to konkret, a władza jest jedynie słowem.

Dodaj odpowiedź

Temat postu jest wymagany. Temat postu może zawierać min. 2 znaki. Temat postu może zawierać max. 72 znaki.
Treść postu jest wymagana. Treść postu może zawierać min. 2 znaki.
Pole Autor jest wymagane. Pole Autor musi zawierać min. 2 znaki. Pole Autor musi zawierać max. 30 znaków. Pole Autor może zawierać tylko litery, cyfry oraz znaki _ i -.

Treści na Forum Bankier.pl publikowane są przez użytkowników portalu i nie są autoryzowane przez Redakcję przed publikacją... Bankier.pl nie ponosi odpowiedzialności za informacje publikowane na Forum, szczególnie fałszywe lub nierzetelne, które mogą wprowadzać w błąd w zakresie decyzji inwestycyjnych w myśl art. 39 ustawy z dnia 29 lipca 2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi. Przypominamy, że Forum stanowi platformę wymiany opinii. Każda informacja wpływająca na decyzje inwestycyjne pozyskana przez Forum, powinna być w interesie inwestora, zweryfikowana w innym źródle.